Na antenie: Weekend z blondynką
Radio eM Kielce
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Takie Kielce pamiętam…

Na antenie: Weekend z blondynką
Radio eM Kielce
online button
online button

Publicystyka

Takie Kielce pamiętam…

13 maja 2018 / Tekst

Spędziłem dzieciństwo na ulicy Nowy Świat. Dużo stojących przy niej domów należało do mojej rodziny. Wokół naszego, zbudowanego z czerwonej cegły, były ogrody i sad. A za ogrodzeniem, w kierunku „dolin” stała prawdziwa drewniana leśniczówka.

Nowy Świat zaczynał się od ulicy Starowarszawskie Przedmieście, która już od lat nie istnieje, a kończył na kolejce wąskotorowej. Nie pamiętam samej kolejki, ale kojarzę nasyp i szyny oraz fragmenty drewnianego mostu nad Silnicą. Od strony ulicy 1 Maja stały tam odrapane kamienice, w których nie brakowało małych branżowych sklepików. Branżowych, gdyż w jednym kupiłeś gwoździe, w innym materiał na metry, a w jeszcze innym chleb. Dochodząc tą ulicą do synagogi, po prawej stronie mijaliśmy łaźnię miejską, a po lewej wznoszący się ku północy plac, na którym co wtorek i piątek handlowano głównie z furmanek tym wszystkim, czym można handlować na targowisku.

Mniej więcej dwa razy do roku część placu zajmował goszczący w Kielcach cyrk. Jego przybycie zawsze było wyjątkowym świętem. Co wieczór całe rodziny, wystrojone w najlepsze ubrania, ustawiały się najpierw w kolejkach do kas, a potem gęsiego wchodziły na drewnianą widownię pod cyrkowym namiotem.

W 1967 roku zawłaszczono nasze domy pod budowę Urzędu Wojewódzkiego. Zamieszkaliśmy na osiedlu KSM, przy ulicy Zagórskiej, tuż obok miejsca, w którym parę lat później miał stanąć społemowski SAM. Na osiedlu przeważały domy z ogrodami, a po północnej stronie ulicy przytłaczała ogromem budowla z krwistoczerwonej cegły – rzeźnia miejska. Biły od niej mało przyjemne zapachy. Któregoś dnia obserwowałem z zapartym tchem, jak rzeźnię wysadzono w powietrze. To było prawdziwe wydarzenie dla takich chłopaków, jak ja.

Tuż za dzisiejszą ulicą Chopina stała cegielnia. Już nic nie produkowała, ale jej wysoki komin dominował nad okolicą. Tu, gdzie dzisiaj jest miejskie targowisko, ciągnęły się Doły Siekluckiego, nazwane tak od nazwiska właściciela, którego nieruchomości, także z czerwonej cegły, sięgały ulicy Żeromskiego. W Dołach Siekluckiego łapaliśmy ryby, głównie kiełbie i płotki. A w upalne dni kąpaliśmy się, nie zważając na ostrzeżenia, że już niedaleko od brzegu robi się bardzo głęboko.

Dzisiaj, gdy oglądam piękne fotografie nieżyjącego Pawła Pierścińskiego czy Janusza Buczkowskiego, przestawiające kieleckie podwórka, zaułki i kamienice, wzruszam się. To świat, który powoli odchodzi. Ustępuje miejsca piękniejszym, bardziej funkcjonalnym budynkom i rozwiązaniom urbanistycznym. Dla mnie tamten, odległy już czas był pod wieloma względami gorszy od współczesności. Ale miał duszę.

Wojciech Lubawski

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

TVS

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna