Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl

online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Syria – zniszczony kraj

Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl


Publicystyka

Syria – zniszczony kraj

Kielce / 01 lutego 2019 / Tekst

Rozmowa z podpułkownikiem Marcinem Matczakiem z Centrum Przygotowań do Misji Zagranicznych w Kielcach.

- Uczestniczył pan w kilku misjach wojskowych...

- Moja pierwsza odbyła się w ramach misji UNDOF – Organizacji Narodów Zjednoczonych. Była to roczna zmiana w latach 2003-2004 w Syrii. Służyłem wtedy w Batalionie Polsko-Litewskim w Orzyszu. Kiedy w 2006 roku przeniosłem się do Garnizonu Kielce, trzykrotnie uczestniczyłem w misji w Afganistanie.

- Jakim krajem była Syria w latach 2003- 2004?

- Już wówczas panował tam reżim prezydenta Baszszara al-Asada, tego samego, który obecnie rządzi w Syrii. Władzę przejął od swego ojca. Pomijając sytuację polityczną, Syria w tamtym czasie była dla nas krajem niezwykłym i egzotycznym. Ludzie zachowywali się bardzo przyjaźnie, niezależnie od tego, do jakich grup religijnych należeli. Niedaleko od naszej bazy znajdowała się wieś ormiańska, czyli w przeważającej liczbie muzułmanów zdarzali się też chrześcijanie. Do Damaszku, do którego mieliśmy blisko z naszej bazy, często jeździliśmy na różne spotkania i zakupy. Tam istniały całe dzielnice chrześcijańskie. Ale – jak powiedziałem - niezależnie od tego, czy mieliśmy do czynienia z muzułmanami czy z chrześcijanami, wszyscy odnosili się do nas bardzo przyjaźnie. Myślę, że działo się tak dlatego, iż należeliśmy do sił ONZ i nie angażowaliśmy się politycznie w konflikt, który trwał wtedy między Izraelem a Syrią. Nasze niebieskie berety pozytywnie kojarzyły się Syryjczykom. Dodam, że po stronie izraelskiej też spotykaliśmy się z przyjaźnią.

- Jak wówczas wyglądało życie Syryjczyków?

- Polityka państwa, pomimo tego, że rządził reżim, nastawiona była tolerancyjnie do różnych wyznań. Al-Asada interesowało tylko to, czy ktoś podważa jego władzę. Jeśli tego nie czynił, mógł w Syrii spokojnie funkcjonować. Na co dzień nie spotykaliśmy się więc z ciemiężeniem ludności cywilnej. Życie było znośne, choć bardzo ciężkie. Widzieliśmy więc bardzo duże dysproporcje majątkowe między ludźmi. Od mieszkających w bardzo biednych domach, bez prądu i kanalizacji, po bardzo bogatych, którzy rozbijali się autami, o których dziś w Polsce możemy tylko pomarzyć. Tam praktycznie nie istniała klasa średnia. Obok ulicznego straganu z mięsem napotykaliśmy na olbrzymie supermarkety z najlepszymi markami świata. Bardzo bogaci byli w znakomitej mniejszości, przerażającą większość stanowili ludzie żyjący na granicy ubóstwa.

- Na czym polegała wtedy służba naszych żołnierzy?

- Ta misja trwa cały czas, ale Polacy nie są już w nią zaangażowani. Na początku jej celem było stworzenie strefy buforowej między Izraelem a Syrią, aby nie dochodziło tam do walk. Miała ona charakter obserwacyjny i realizowaliśmy ją wspólnie z batalionem austriackim. W tamtym czasie nie istniały zagrożenia terrorystyczne, nikt nie atakował wojsk ONZ. W Syrii zginęło dziewięciu polskich żołnierzy na skutek wypadków z bronią lub komunikacyjnych, a nie aktów terroryzmu.

Ponieważ – jak powiedziałem - obecność żołnierzy ONZ wynikała z rezolucji Rady Bezpieczeństwa o strefie buforowej, to zadaniem żołnierzy polskich było jej patrolowanie i obserwowanie,  czy nie dochodzi do naruszeń porozumienia oraz odseparowania walczących stron. Tak więc, jako żołnierze ONZ, nie mieliśmy żadnego przeciwnika, ponieważ obie strony: izraelska i syryjska potwierdzały rezolucję ONZ. Obie strony chciały, aby żołnierze ONZ przebywali w tej strefie.

- Jak patrzy pan na to, co się obecnie dzieje w Syrii?

- Serce mi się ściska, kiedy obserwuję tamtejszą wojnę. Przeglądając album ze zdjęciami zastanawiam się, czy ludzie, których znałem, jeszcze żyją, bo nie mam z nimi kontaktu. To bolesne, tym bardziej, że byli dla mnie bardzo życzliwi. Nie miało dla nich znaczenia, czy jesteśmy chrześcijanami, Żydami, czy muzułmanami.

Sytuacja w Syrii jest bardzo skomplikowana: liczba podmiotów zaangażowanych w ten konflikt, udział w nim wielkich mocarstw, grup etnicznych i religijnych, zmiana sojuszy sprawia, że dla wojskowych teoretyków i strategów to całkowicie nowy konflikt zbrojny, który pewnie jeszcze będzie trwał. Jednak konsekwencje globalizacji są takie, że podobna wojna oddziałuje również na nas. Nie tylko pod względem ekonomicznym, bo rosną lub spadają ceny ropy naftowej, ale również pod względem społecznym, choćby przez napływ do Europy uchodźców.

W Polsce czasami nie doceniamy, że cieszymy się pokojem i bezpieczeństwem. Że możemy czerpać z życia pełnymi garściami: podróżować, studiować, pracować, realizować swoje marzenia. Pochylmy się z pokorą nad tym, że żyjemy w wolnym, szczęśliwym kraju i mamy to, co mamy.

- Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Bernat

Więcej w audycji: „Temat do rozmowy” w czwartek 7 lutego o godz. 20.

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

Na żywo

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

Oglądaj nas na żywo!

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

TVS

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna