kibicuj

Na antenie: Lato wszędzie!
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Osioł ze mnie [komentarz do Mundialu]

Na antenie: Lato wszędzie!
online button
online button

Publicystyka

Osioł ze mnie [komentarz do Mundialu]

Kielce / 29 czerwca 2018 / Tekst

No i po mundialu. Spotkanie z Kolumbią rozwiało ostatnie złudzenia. Nie wiem, jak nam poszło z Japonią, bo piszę ten felieton przed meczem, ale mam nadzieję, że lepiej niż Niemcom z Koreą Południową. Przy okazji: Niemcy tylko raz w całej historii mundiali szybko pożegnali się z tą imprezą, w 1938 roku po porażce ze Szwajcarią 2:4. Rok później wywołali światową wojnę. Trzeba uważać…

I jak co mundial, po drugim meczu uszło z nas, kibiców, powietrze i uleciał optymizm, co skłania mnie do napisania słów, których bym się wcześniej po sobie nie spodziewał. Otóż jest coś, czego powinniśmy się nauczyć od naszych braci Rosjan: melancholijnego pesymizmu, który każe im podchodzić do przeciwności losu z dystansem i spokojem. Przed mundialem widać go było u nich jak na dłoni w tytułach gazet. „Skazani na porażkę”, wieszczył „Kommiersant”. „Sukcesu nie będzie”, dodawała „Komsomolskaja Prawda”. Rosyjska dusza rozpięta między Gogolem a Dostojewskim była przygotowana na każdą przeciwność losu, włącznie ze zwycięstwem. No i proszę, Rosjanie wyszli z grupy. Tymczasem my, niestrudzeni optymiści nastrojeni na glorię naszej reprezentacji, lekceważyliśmy wszystkie znaki, które zsyłały nam Niebiosa: męczarnie z Armenią i Kazachstanem, kompromitację 0:4 z Danią, grzanie ław w klubach przez nasze Orły i ich wyczerpujące sesje reklamowe oraz ostrzeżenia parzystokopytnych.

Bo na przykład taki osiołek Zidane z wrocławskiego ZOO bezbłędnie przewidział katastrofę w meczu z Kolumbią, tylko jego opiekunowie nie potrafili tego zinterpretować. Przypomnijmy: zwierz schrupał marchewkę z „polskiej” miski, zostawiając „kolumbijską”, co oznaczało iż jesteśmy skazani na pożarcie. Odwrotna interpretacja personelu świadczyła o nadmiernym optymizmie, braku elementarnej znajomości duszy osiołków i brakach w lekturze kanonu literatury dziecięcej. Bo przecież wystarczyło sobie przypomnieć pesymistę Kłapouchego z „Kubusia Puchatka”: Zwykł on mawiać „Na pewno się nie uda…”, co, mówiąc nawiasem, może świadczyć, że miał jakieś rosyjskie korzenie. Idę o zakład, że Zidane jest z nim spokrewniony, choć może nie w prostej linii.

I powiem Państwu na koniec, że patrzę w lustro i sam siebie nie poznaję. Otóż jako zawodowy pesymista, zawsze zakładam najgorsze, co jest swoistą formą samoobrony przed życiowymi klęskami: jeśli moje kasandryczne wieszczenia się sprawdzają – nie jestem zaskoczony. A jeśli nie – jestem zaskoczony mile, a to przyjemne. Dlatego zawsze zakładam przegraną naszych piłkarzy. A tym razem, wbrew swym żelaznym zasadom, postawiłem na zwycięstwo.

Osioł ze mnie.

Tomasz Natkaniec

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

TVS

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna