Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM

PUBLICYSTYKA

Brygada Świętokrzyska NSZ wyzwoliła obóz w Holiszowie. W maju minęło 75 lat od tamtego wydarzenia

środa, 13 maja 2020 10:56 / Autor: Katarzyna Bernat
archiwum IPN Delegatura w Kielcach
Katarzyna Bernat

Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych – niewielu zna jej historię, która mogłaby posłużyć za scenariusz do filmu akcji. Powstała 11 sierpnia 1944 roku. Wyszła z Polski manewrując między dwoma potężnymi armiami: niemiecką i sowiecką. Po drodze Brygada dwukrotnie zwiększyła swą liczebność oraz brawurowo wyzwoliła obóz koncentracyjny w Holiszowie - 5 maja 1945 roku.  Udała jej się rzecz prawie niemożliwa. Jej historia wciąż intryguje.

reporterm

- Brygada Świętokrzyska to wyjątkowy oddział na tle innych formacji partyzanckich – mówi prof. Jan Żaryn, historyk z UKSW w Warszawie. Powstała w sierpniu 1944 roku na terenie okręgu kieleckiego Narodowych Sił Zbrojnych. Cztery miesiące później liczyła ponad 800 żołnierzy. Po przejściu na drugą stronę frontu niemiecko-sowieckiego było ponad 1400 osób. Fenomenem jest to, że walczyła zarówno z niemieckimi, jak i z komunistycznymi oddziałami i odnosiła zwycięstwa. Niemcy bali się  kontaktu z Brygadą, a polska ludność była z nią w bardzo dobrych relacjach. Brygada równocześnie prowadziła bogate życie oświatowe. Napływali do niej wykształceni ludzie, którzy uczyli historii Polski, a nawet wydawali prasę. Dowódca Antoni Szacki, „Bohun”, „Dąbrowski” uzyskał olbrzymi autorytet.

- W styczniu 1945 roku dowództwo podjęło decyzję o wyprowadzeniu Brygady z Polski. Dramatyzm polegał na tym, że operacja teoretycznie miała niewielkie szanse powodzenia. Przyszłość ludzi była niepewna, zdawali sobie sprawę, że mogą podzielić los żołnierzy AK, którzy na Kresach Wschodnich byli likwidowani przez NKWD. Dlatego Brygada zdecydowała przebić się przez front niemiecki na Zachód, aby dotrzeć do generała Władysława Andersa. Liczyli, że później wejdą do Polski od Zachodu oddziały sojusznicze, aby wyzwolić ją spod okupacji sowieckiej. Tadeusz Siemiątkowski nazwał ten manewr: „Taniec na linie nad przepaścią”. Była to gra między odebraniem broni i wymordowaniem żołnierzy, a kolaboracją ze śmiertelnym wrogiem – wyjaśnia prof. Żaryn.

„Taniec na linie nad przepaścią”

- Przejście przez front niemiecki na siłę był niemożliwy. Próbowano takiego manewru, ale Niemcy ostrzelali Brygadę i zginął jeden żołnierz. Trzeba było podjąć negocjacje z wrogiem, z którym od pięciu lat trwała wojna. Pamiętajmy, że nie był to marsz spokojny, wszystko toczyło się w warunkach bojowych. Niemcy i Sowieci ostrzeliwali się wzajemnie. Niemcy zażądali więc udziału polskich żołnierzy w walkach.  Brygada na to się nie zgodziła, ale niemal natychmiast zagrożono jej aresztowaniem i wyrokiem śmierci dla żołnierzy i oficerów.

Podjęto więc rozmowy z Niemcami. Stawką było wzięcie udziału w powstającym legionie antybolszewickimi. Dowództwo uznało, że Polacy mogą wystawić spadochroniarzy spośród ochotników, którzy z samolotów niemieckich będą wyskakiwali na terytorium Polski na tyły frontu niemieckiego. Nie zgodzono się jednak, aby żołnierze Brygady weszli na linię frontu. Uzasadniano, że jest ona oddziałem partyzanckim i nie ma doświadczenia frontowego. Tak grano na zwłokę przez kilka tygodni. Rozkazy, jakie się zachowały nie pozostawiają żadnych złudzeń, że ze strony polskiej były to tylko działania pozorowane. Dowództwo chciało, w  odpowiednim momencie, wyrwać się Niemcom i w niezmniejszonym składzie doprowadzić ludzi do Amerykanów.

Do marca 1945 roku Brygada wystawiła cztery grupy spadochronowe i jedną pieszą, które zostały wyszkolone przez oficerów niemieckich. Grupy otrzymały jeden podstawowy rozkaz od swojego dowództwa, że mają się nie słuchać Niemców. Ich zadaniem było skontaktowanie się z komendantem głównym NSZ gen. Zygmuntem Broniewskim ps. „Bogucki”.

Po wyjściu tych grup, groziła kolejna tura negocjacji, która znów miała wymusić współpracę i wejście do legionu antybolszewickiego. Polacy mieli stać się stroną walczącą na rzecz III Rzeszy. Nie chcąc wejść na drogę kolaboracji, dowództwo podjęło decyzję o ucieczce z miejsca stacjonowania. Rozpoczął się kolejny etap marszu – opowiada prof. Żaryn.

Wyzwoliciele obozu

- Brygada nawiązała kontakt z partyzantką czeską. Nasi żołnierze szkolili też partyzantów czeskich. Pod koniec marszu, zanim nawiązali kontakt z Amerykanami, dokonali czynu niezwykłego. Wyzwolili obóz koncentracyjny w czeskim Holiszowie, gdzie więzionych było około 1500 tysiąca kobiet z całej Europy. Gestapowcy już mieli ten obóz zgładzić. Jednak niespodziewany atak Brygady i zajęcie miasteczka spowodowało, że więźniarki zostały uratowane. Były tam głównie Francuzki, Żydówki i Polki.

5 maja 1945 roku Brygada dotarła do Amerykanów, którzy zaskoczeni byli, że powitali ich polscy żołnierze. Dlatego zaprosili międzynarodowych dziennikarzy, aby poinformowali świat o dokonaniu Brygady Świętokrzyskiej. Nie wierzono, że można było z lasów kieleckich przebyć tysiące kilometrów na skraj Czech, manewrując między dwoma potężnymi armiami. A jednak tego dokonali polscy partyzanci.

Brygada poddała się rozkazom gen. Andersa. Później ci oficerowie, utworzyli siatkę kurierską umożliwiającą wysyłanie emisariuszy do Polski. Jednym z wysłanników, którzy przebyli tę drogę, był rotmistrz Witold Pilecki – opowiada prof. Jan Żaryn, historyk z UKSW w Warszawie.

Nowy numer!
30/2020 30/2020
TWÓJ NEWS
POSŁUCHAJ
WIDEO