Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM

PUBLICYSTYKA

Na letnisko!

poniedziałek, 27 sierpnia 2018 08:04 / Autor: Radio eM
Radio eM

Kiedy jest tak gorąco, marzymy o szemrzącym strumyku i zielonym lesie – choćby w weekend.  Nasi dziadowe, gdy robiło się ciepło, pakowali rodzinę i wyjeżdżali na letnisko. W latach 30. XX wieku w Kielcach najmodniejszy był Słowik Willa i Cedzyna. Kielczanie przez całe lato pławili się w Trupieńcu i Lubrzance, wynajmując pokoje u gospodarzy. 

Dzisiaj Słowik to południowo-zachodnia część Kielc. Wyjątkowo urokliwa, z osobliwością przełomu Bobrzy między Pasmem Zgórskim i Posłowickim. Przepływa przez Słowik Bobrza, zwana tutaj Trupieńcem od miejscowej legendy. Ponoć w czasach potopu szwedzkiego w świętokrzyskich lasach grasował zbój Pozner. Szwedzi porwali jego piękną narzeczoną, a ten w kościele świętego Wojciecha w Kielcach poprzysiągł im zemstę. Ze swoim oddziałem stoczył zwycięską potyczkę pomiędzy Zgórskiem a Sitkówką. Zabił w walce wielu Szwedów, a jeszcze więcej utopiło się w rzece. Od tej pory ta część Bobrzy nazywana jest Trupieńcem.

Wiejska sielanka

Miano miejscowości letniskowej zyskał Słowik już w drugiej połowie XIX wieku. Jego walory jeszcze wzrosły, kiedy to w 1885 roku ruszył szlak kolei dęblińskiej. W latach trzydziestych XX w. miejscowość nazywano małą Krynicą Kielecczyzny. Wśród kieleckiej elity w dobrym tonie był letni wyjazd do Słowika Willi. Wyruszali tam kieleccy sędziowie, pracownicy urzędu miasta i skarbówki, wynajmując kwatery w miejscowych willach lub budując własne domy letniskowe. Jerzy Jerzmanowski „W Starych Kielcach” wspomina, że w modzie były całowakacyjne pobyty, wyjazdy w dni świąteczne i na popołudniowe majówki. Miejscowości dodawał uroku już sam wjazd pomiędzy dwoma wzniesieniami: doliną, którą przepływa Trupieniec i prowadzi tor kolejowy. Rzekę i krajobraz przyrównywano do przełomu Dunajca od strony Szczawnicy. To z tego powodu pobliskie Trzcianki nie mogły dorównać Słowikowi.

A rankiem na letnisku panowie ubrani w letnie garnitury i kapelusze, jak na wytwornych gości przystało, szli nad rzekę, na ryby. Panie tymczasem zażywały kanikuły leżąc w cieniu nad książką lub spacerując i podziwiając okolicę. Chadzano na grzyby i jagody, pito mleko prosto od krowy i zajadano się wiejskimi przysmakami. Dzieciaki miały labę przez całe wakacje, ganiając pół nagie za krowami i chłodząc się w rzece.

Ta sielanka trwałaby pewnie do dzisiaj, ale w 1958 roku rząd PRL zainteresował się terenami w pobliżu Bobrzy. Są tam bogate złoża wapienia dewońskiego i jurajskiego. Wybudowano więc kombinat Nowiny i letnisko umarło, bo rajska krynica pokryła się kamiennym pyłem.

Została Cedzyna…

Jeździli też kielczanie w drugą stronę na wywczasy – do Cedzyny nad Lubrzankę. Do wsi, która swą nazwę zawdzięcza rzece. Woda w wielu miejscach cedzi się tam przez kamieniste brody, co widać szczególnie na przełomie mąchockim, kiedy latem stan rzeki jest wyjątkowo niski. W 1827 roku w Cedzynie było dziesięć domów, a tuż przed wojną w 1939 już 52, i większość nastawiona na agroturystykę. W 1930 roku zrobiono nasyp drogi opatowskiej i wybrukowano ją kostką wyciosywaną z miejscowego piaskowca. Wtedy też powstał nowoczesny wówczas żelbetonowy most i platformy wyładowane bagażami mogły gnać co koń wyskoczy do wód. Rzeka otoczona płaskimi wydmami porośniętymi lasem, tajemniczymi i pełnymi archeologicznych skarbów (to temat na zupełnie inną opowieść), dawała wytchnienie całym pokoleniom kielczan spragnionych wypoczynku.

Na szczęście Cedzyna nie podzieliła losu Słowika. W latach siedemdziesiątych XX w. powstał tam zalew i wybudowano ośrodki wypoczynkowe. I nadal możemy korzystać z uroków Lubrzanki.

Trudno w to uwierzyć ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu w letnie dni można było iść nad Silnicę w Kielcach, choćby w miejscu zwanym Dolinami. Opalać się na kocyku i chłodzić w czystym nurcie rzeki. W zakolach były łachy żółtego piachu, a nadbrzeżne drzewa dawały cień w upalne dni. Bardzo chętnie korzystali z tego kielczanie, przesiadując nad rzeką z koszykami pełnymi smakołyków, a dzieciaki brodziły w wodzie i stawiały zamki na piasku. Ach! Żal! Dzisiaj mamy dla tylko ochłody fontannę na placu Artystów.   

Dorota Kosierkiewicz

Nowy numer!
37/2020 37/2020
TWÓJ NEWS
POSŁUCHAJ
WIDEO