Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl

online button
Jesteś tutaj:Radio eM»KOŚCIÓŁ»Nie ma miłości bez wierności

Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl


DIECEZJA KIELECKA WIADOMOŚCI

Nie ma miłości bez wierności

diecezja kielecka / 08 lutego 2019 / Tekst

Rozmowa z księdzem doktorem Andrzejem Kaletą, biskupem pomocniczym diecezji kieleckiej

Dzień Zakochanych, czyli popularne Walentynki obchodzone we wspomnienie świętego Walentego, skłania do wyznań miłosnych. Przypomnijmy, czym jest sakrament małżeństwa?

W czasie tego sakramentu, którego udzielają sobie narzeczeni, ma miejsce coś tajemniczego, co jest udziałem we władzy samego Stwórcy. W Księdze Rodzaju czytamy: „I rzekł Bóg: Niech się stanie światłość. I stała się światłość” (Rdz 1,3). Na Słowo Boże stały się światłość i świat. Coś podobnego dokonuje się także na słowo mężczyzny i kobiety, kiedy udzielają sobie sakramentu małżeństwa. Tu Słowo stwórcze jest wypowiadane, kiedy kapłan pyta: „Czy chcecie dobrowolnie i bez przymusu zawrzeć związek małżeński?”. Gdy pada pozytywna odpowiedź, w której kandydaci do małżeństwa wyrażają gotowość wzajemnego oddania się sobie w darze – „ja będę twoim mężem, ja będę twoją żoną” – wówczas otrzymują zdolność do wypowiedzenia sakramentalnego, stwórczego słowa, które sprawia, że naprawdę stają się mężem i żoną. To znaczy, że on jest mężem tej oto kobiety, i że ona jest żoną tego oto mężczyzny. To nie rodzaj umowy między nimi. Oni autentycznie są żoną i mężem.

Do czego zobowiązuje się człowiek, ślubując miłość, wierność i uczciwość małżeńską? „Ślubuję ci miłość” – co to znaczy?

Przez sakrament małżeństwa małżonkowie mają udział w samym Bogu. Zwróćmy uwagę, że podstawową relacją łączącą Osoby Trójcy Świętej jest właśnie Miłość. Mówimy czy nawet śpiewamy: „Bóg jest Miłością, zbawieniem naszym”. To dlatego każdy człowiek pragnie miłości. Przez sakrament małżeństwa narzeczeni wchodzą niejako w Miłość Trójcy Świętej i czerpią z Niej. To dlatego słowa przysięgi znaczą bez porównania więcej niż to, co wyraża przykazanie miłości bliźniego. Oznaczają, że dobro jednej osoby będzie przedmiotem najwyższej troski drugiej osoby, że nawzajem dają siebie sobie.

Co znaczy „ślubuję ci wierność”? 

– Ślubując sobie wierność, potwierdzamy wyłączność naszego wyboru. Jeśli miłość dwojga ludzi jest autentyczna i dojrzała, to chcą przeżywać ją bez reszty. Próby łamania tej wyłączności muszą odbić się na jakości takiej relacji, powodując jej spłycenie, powierzchowność i w efekcie rozczarowanie i cierpienie. Przyrzekając wierność trzeba być świadomym, że może istnieć tylko jedna jedyna taka osoba, z którą będzie się przeżywać świat najtajniejszych myśli, do niej kierować najintymniejsze uczucia, z nią dzielić mnóstwo spraw, codziennych działań. Trzeba być lojalnym względem siebie we wszystkich, również seksualnych gestach i działaniach, a co więcej: nawet w myślach nie wolno występować przeciwko współmałżonkowi. Na tym polega wierność.

Przez wierność człowiek może się wewnętrznie rozwijać, pogłębiać. Zaczyna się to od dochowania wierności nawet w sytuacjach pewnych pokus, które udaje się skutecznie przezwyciężać. Jeżeli kochający się mężczyzna i kobieta będą trwali w tej postawie, przyjdzie taki moment, że staną się wewnętrznie niezdolni do niewierności. Wszystkim zakochanym serdecznie tego życzę.

„Ślubuję ci uczciwość małżeńską– co się za tym kryje?

Odpowiedź znajduje się w trzecim pytaniu, na które odpowiadają nowożeńcy w czasie przysięgi małżeńskiej. Brzmi ono: „Czy chcesz przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?”. Ojciec Jacek Salij mówił, że trzeba było dziesiątków lat społecznego grzechu aborcji, abyśmy zauważyli coś, co psychologia nazywa syndromem ocaleńców. Społeczeństwo, które – choćby wyjątkowo – dopuszcza aborcję, staje się społeczeństwem uczącym swoje dzieci, że nie ma miłości bezwarunkowej. Ktoś może powiedzieć: „Jesteś moim kochanym dzieckiem, gdyż miałeś to szczęście, że pojawiłeś się wtedy, kiedy byliśmy już po studiach, mieliśmy pracę, itp. Niestety, twój braciszek czy siostrzyczka tego szczęścia nie mieli”. Nawet jeżeli dzieci nic nie wiedzą o dokonanej aborcji brata lub siostry, to i tak tajemniczo to wyczuwają i wiedzą, że nie są kochane miłością bezwarunkową. I cierpią z tego powodu. Nieuczciwość małżeńska jest zdradą wobec Miłości, czyli Boga, bo On jest Miłością; jest zdradą wobec współmałżonka, ale też wobec rodzącego się życia, czyli, delikatnie mówiąc, jest brakiem uczciwości małżeńskiej.

Jakie są owoce wierności małżeńskiej i rodzinnej?

Odpowiem nie wprost. Chyba za mało się u nas mówi o tym, jak dzieci cierpią z powodu rozwodu rodziców. Podam tylko parę autentycznych przypadków. Niedawno gimnazjalistka poprosiła mnie, żebym następnego dnia szczególnie pomodlił się za jej rodziców.  Zapytałem, co się stało. „Jutro mają rozprawę rozwodową” – odpowiedziała i popłakała się. Inny przykład: Pięcioletni chłopczyk całuje ojca po rękach i mówi: „Tatusiu, ja już będę grzeczny”. Wymyślił sobie, że rodzice rozwodzą się, ponieważ on był niegrzeczny. To historie wzruszające i bolesne, ale niestety prawdziwe.

Małżeństwo może być drogą do świętości. Wskazują to związki, które Kościół wyniósł do chwały ołtarzy. Czym jest więc świętość małżeńska i jak ją osiągnąć?

Stwarzając człowieka, Pan Bóg uczynił go na swój obraz i podobieństwo. Obdarzając człowieka ciałem i władzą nad nim, stworzył go podobnym do świata, aby w nim potrafił żyć. Natomiast obdarzając człowieka rozumem, wolną wolą i duszą nieśmiertelną, uczynił go podobnym do siebie. Jakby tego było mało, Bóg powiedział: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty”. Postawił przed nami zadanie dążenia do świętości i osiągania jej.

Świętość jednak nie ma dziś dobrej prasy. Jak czytamy w jednym z katolickich tygodników, celebryci często zaczynają swoje wypowiedzi od zastrzeżenia: „Ja tam żadnym świętym nie jestem”. Do dobrego tonu należy zamanifestowanie, że jest się równym gościem, czyli kimś, kto z grzesznym życiem jest za pan brat.

Nie dziwi więc, że ojciec święty Franciszek w adhortacji Gaudete et exultate pisze: „Istnieje tylko jeden smutek, nie być świętym”. Papież podkreśla, że świętość jest najpiękniejszym obliczem Kościoła oraz że „o świętość trzeba się bić z diabłem, ze sobą, ze światem”. Bo święci to grzesznicy, którym Bóg przebaczył. To ludzie otwarci na Bożą łaskę, na Jego miłosierdzie. Niektórych już tu na ziemi Kościół wynosi do chwały ołtarzy, ogłaszając świętymi i błogosławionymi.

Święty Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Familiaris Consortio pisał między innymi: „[…] małżonkowie powołani są do świętości dzięki łasce, która nie wyczerpuje się […], ale towarzyszy im przez całe życie”.

24 kwietnia 1994 roku, podczas Międzynarodowego Roku Rodziny, odbyły się beatyfikacje dwóch kobiet. Pierwsza nazywała się Elżbieta Canori Mora. Druga to współczesna nam włoska lekarka, Joanna Beretta Molla, która zmarła przy urodzeniu czwartego dziecka. Przeżyła zaledwie 40 lat (1922-1962). Była specjalistką w dziedzinie pediatrii i ginekologii. Podczas czwartej ciąży dowiedziała się o śmiertelnym niebezpieczeństwie grożącym zarówno jej, jak i dziecku. Nie zgodziła się na przerwanie ciąży. Wybrała zagrożenie własnego życia, byle nie spowodować śmierci dziecka. Zmarła kilka dni po urodzeniu córki, w domu rodzinnym, do którego przewieziono ją  – już w agonii – ze szpitala. Jej mąż nie mógł być wraz z nią wyniesiony na ołtarze, choćby dlatego, że wraz z dziećmi był… uczestnikiem ceremonii beatyfikacyjnej dokonanej przez Jana Pawła II na placu św. Piotra. Przykładów świętych małżonków jest więcej.

Kościół zawsze broni rodziny. Dlaczego?

Ona według zamysłu Bożego jest miejscem świętym i uświęcającym. Nic więc dziwnego, że Kościół pragnie być blisko niej, gdy ta wspólnota życia i miłości jest zagrożona czy to od wewnątrz, czy od zewnątrz. I Kościół stoi wiernie po stronie rodziny, po stronie jej prawdziwego dobra, nawet gdy czasem w społeczeństwie nie znajduje należytego zrozumienia. Nie tylko głosi z miłością i stanowczością objawioną naukę dotyczącą małżeństwa i rodziny. Nie tylko przypomina jej obowiązki i prawa, ale również obowiązki innych, zwłaszcza społeczeństwa i państwa, wobec rodziny. I może obecności i wrażliwości Kościoła w głównej mierze zawdzięczamy, że zło zagrażające rodzinie nadal nazywane jest złem, grzech nadal mieni się grzechem, wynaturzenie — wynaturzeniem. Że nie zwykło się tutaj, jak to czasem bywa w świecie współczesnym, konstruować teorii dla usprawiedliwienia zła i nazywania zła dobrem.

Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Bernat

Więcej w audycji „Tak wierzę” we wtorek o godz. 20.

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

Na żywo

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

Oglądaj nas na żywo!

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

TVS

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna