Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Ekoaktywni»Ptaki mają nowy azyl

Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl

Hulajnoga konkurs 700x200

Hulajnoga konkurs 300x250

Ekoaktywni

Ptaki mają nowy azyl

22 lipca 2019 / Tekst
niska emisja niska emisja

Rozmowa z Tadeuszem Ptakiem, właścicielem ptasie go Azylu „Ptakolub” w gminie Złota, do którego przeniesione zostały chore zwierzęta, zamieszkujące zamknięty już Ptasi Azyl w podchęcińskim Ostrowie.

Na początku roku Janusz Wróblewski prowadzący Ptasi Azyl w Ostrowie zapowiedział, że z przyczyn zdrowotnych musi zakończyć swoją działalność. Pan zdecydował się przejąć jego obowiązki i ugościć ptaki u siebie. Jak dojrzewał pan do tej decyzji?

- Zwierzętami, głównie ptakami, zajmuję się od najmłodszych lat. Już jako trzylatek wchodziłem u rodziców do gołębnika, więc wyssałem to chyba z mlekiem matki. Z Januszem Wróblewskim znamy się dość dobrze już od kilkunastu lat i to on poprosił mnie, abym przejął jego podopiecznych. Poprosił nawet dyrektora Jarosława Pajdaka z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, żeby również przekonał mnie do tego, bym poprowadził Ptasi Azyl.

- Ale nie będzie to pana pierwszy kontakt z pomocą chorym zwierzętom...

- Pomagałem im już wcześniej. Któregoś poranka w 2013 roku za bramą mojej posesji znalazłem wielkie kartonowe pudło, a w nim trzy czarne bociany z połamanymi skrzydłami. Najprawdopodobniej w którymś z leśnictw albo ścięto drzewo, na którym znajdowało się gniazdo, albo ścinano drzewo sąsiednie, które upadając na ziemię strąciło to gniazdo. Te bociany, które znalazłem wtedy w kartonie, mieszkają u mnie do dziś. Jednak ptaki, które nie odlatują na zimę z Polski są u mnie jeszcze dłużej. Jeden z nich jest tu od 16 lub 17 lat. Starsze osobniki wyrzuciły go z gniazda, które znajdowało się w Nieprowicach, jednak nie spadł on na ziemię, tylko zawisł na gałęzi na sznurku, który miał wkręcony w nogi. Z kolei pięć lat temu skontaktował się ze mną burmistrz Pińczowa. Mówił, że w Koperni jeden bocian nie odleciał na zimę. Burmistrz spytał, czy mógłbym przyjąć tego bociana. Oczywiście postawiłem go u siebie, a w kolejnym roku znalazł sobie parę. Młode lęgną się u mnie na wysokości jednego metra, a potem są odchowywane. W tym roku wykluł się tylko jeden ich bocian. Stare są u mnie cały rok. Młode odlatują na zimę.

- Jaką drogę pan przeszedł, by azyl pełnoprawnie mógł zostać u pana utworzony?

- Bardzo ułatwił mi to dyrektor Pajdak, który powiedział, że oni sami już dopełnią wszelkich formalności związanych z wystosowaniem pisma do Ministerstwa Środowiska, które wydaje odpowiednią zgodę. Musiałem jedynie wyjaśnić wątpliwości, jakie urzędnicy mieli co do działki i dosłać do resortu opinię, czy poradzę sobie z takim przedsięwzięciem. Zgodę na utworzenie azylu musiała wyrazić również Rada Gminy Złota.

- Jak wygląda posesja, na której utworzony zostanie ośrodek?

- Znajduje się na niej około 20 wolier, w których zamieszkają chore ptaki. Cała posesja jest ogrodzona, otacza ją również trzymetrowy żywopłot. Działka zabezpieczona została też elektrycznym pastuchem, by nie dostały się na nią żadne drapieżniki, takie jak lisy czy kuny. Są tam również oczka wodne. Oprócz tego, że zajmuję się chorymi osobnikami z Polski, jestem także miłośnikiem hodowli ptaków egzotycznych. Nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądała sprawa wyżywienia ptaków zamieszkujących azyl. Na razie zapewniam to przede wszystkim ze swoich środków, ale skoro jest tu jedenaście bocianów, to każdy z nich powinien zjadać dziennie 25 do 30 dekagramów mięsa.

- Wspomniał pan o tym, ile w azylu jest bocianów. Można określić, ile zwierząt w sumie mieszka na pana posesji?

- Wraz z moimi ptakami ozdobnymi będzie ich około dwustu. Jeśli chodzi o te z azylu, są to wspomniane już wcześniej bociany, dwie pustułki, które odlecą, a do tego orlik krzykliwy, kania ruda, myszołów i dwie pójdźki. Jedna z nich mogłaby teoretycznie odlecieć, ponieważ przywieziona została dwa lata temu po tym, jak wypadła z gniazda. Początkowo mówiłem, by jej nie zabierać, ponieważ dorosłe powinny do niej przyjść. Ptak stawał się coraz słabszy, a dorosłe nie nadlatywały. Odkarmiłem tę pójdźkę i w zeszłym roku chciałem ją wypuścić, ale poleciała do sąsiada. Musiałem po nią przyjść. Wychodzi więc na to, że za bardzo się zżyła z ludźmi i wolała być tu.

- Ptasi Azyl w Ostrowie był otwarty na osoby zaciekawione życiem ptaków, a zwłaszcza dzieci i młodzież. Planuje pan również kontynuację działalności edukacyjnej?

- Ja także z zawodu jestem nauczycielem, więc jeśli tylko będą takie potrzeby, to jak najbardziej. Nawet niedawno odebrałem telefon od wychowawcy z pólkolonii odbywających się w Czarnocinie. Z chęcią opowiem im o ptakach, którymi się opiekuję.

- W jaki sposób można wesprzeć pański ośrodek?

 Przede wszystkim przekazując żywność dla ptaków. Jest taka jedna pani, która co drugi tydzień kupuje na targu korpusy i skrzydełka z kurczaka, a potem przywozi je do nas. Niektórzy chcą mi dawać pieniądze, ale ja wolę dostawać karmę dla ptaków. Wpłaty od darczyńców będziemy mogli przyjmować dopiero wtedy, gdy uda się dopełnić formalności związanych z zawiązaniem stowarzyszenia i założeniem konta bankowego. Gminy, które przywożą do mnie ptaki rozwiązują natomiast sprawę finansowania w taki sposób, że ja kupuję mięso i biorę w sklepach faktury, a oni potem je rozliczają.

Artykuł został dofinansowany ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Kielcach.

ZOSTAW KOMENTARZ